.
220 tysięcy placówek medycznych w Polsce
    • *
    • * *
    • * * *
    • * * * *
    • * * * * *
    • * * * * * *
    Długi pobyt na bielańskiej urologi

    przebywałem prawie miesiąc na oddziale urologi szpitala bielańskiego i uważam, że zaangażowanie w zdrowie i życie pacjentów bez względu na wiek całego zespołu medycznego zasługuje na wielkie uznanie. jeden z pacjentów (84 lata) przed operacją dostał zawału serca a na kardiologi nie było miejsca. Swoje życie zawdzięcza lekarzom i pielęgniarką z urologi. To oni walczyli o przez całą noc aby przywrócić go światu. Osobiście moim lekarzem prowadzącym była Pani dr. Anna Bonder-Nowicka prawdziwe "Słońce" tego oddziału z bardzo ludzkim podejściem do wszystkich pacjentów. Zawsze uśmiechnięta, mająca chwile czasy dla każdego z nas, również potrafiła dać nadzieję (a to jest skarb nieoceniony). Wspomnę jeszcze Pana ordynatora Piotra Kryst, który stworzył tak świetny zespół. Również Pani Bożena sekretarka potrafi z każdym pacjentem w bardzo miły sposób zamienić kilka słów. Należało by również wspomnieć każdego lekarza oraz kochane pielęgniarki, których imion nie pamiętam. Dziękuję i Pozdrawiam

    • Przepraszam a ty to ksiadz ?!. Czy ten co wszystkim dupe lize -bo zrobili 20% tego na co skladali przysiege ?. Pomoc ludziom !!!!!!!!!!!!!!!. W moich oczach to ty jakis iporabany !. Miales szczescie ze sie nudzili i ci pomogli - bo normalnie to jest im to wszystko obojetne .( jestem zmeczony i jie bede teraz operowal- a przywiezionsa karetka musiala byc od razu operowana !!!.-;; Skutek -zgon. Znieczulica . A ty wypisujesz jakies bzdury -...... gina, gosc

  • Zastanawiam sie dlaczego tak wszyscy narzekacie na szpital, personel, oddziały?! Przecież jest tyle innych szpitali w wawie, ale zauważcie ze jak inne nie przyjmują to bielański przyjmie każdego nawet spoza rejonu!!! Wiec zanim wybierzecie sie na SOR szpitala bielańskiego dobrze sie zastanówcie żeby nie czekać 14h a potem trafić na znieczulony personel na oddziale. Proszę niech ktoś napisze, kto źle o szpitalu i o personelu sie wyraża, czy nie zauważył jak tego personelu jest mało, jak ciężko pracuje przy ciężko chorych ludziach którzy często powinni znajdować się w hospicjum czy domu opieki i dlaczego rodziny coraz częściej zamiast pomóc przy chorym włączyć sie do opieki i leczenia są pretensjonalni rozkazują i są nieprzyjemni.Może to właśnie stąd wynika zachowanie pielęgniarek są znieczulone na rodziny co odbija się na pacjentach.

      • *
      • * *
      • * * *
      • * * * *
      • * * * * *
      • * * * * * *

      przyjecie pacjenta a troszczenie sie o niego i leczenie,to dwie zupenie inne sprawy ...........!

      • *
      • * *
      • * * *
      • * * * *
      • * * * * *
      • * * * * * *

      Ludzie, przecież NIE MA REJONIZACJI!!! Po co kwitnąć w SORZE na Bielanach 10 godzin z brudem i niemiłym personelem??? Trzeba jechać od razu do innego szpitala np na Banacha - tam jest czyściutko i przesympatyczna obsługa!!! Nie ma co narzekać - wybór szpitali warszawskich jest duży!!!!!

      • *
      • * *
      • * * *
      • * * * *
      • * * * * *
      • * * * * * *

      Kora chcialam tylko zaznaczyc ze czasami wybor Szpitala jest nie mozliwy!. NP. gdy osoba jest bezkontaktowa i nie ma przy niej rodziny !???. A w takich przypadkach po operacjach jest juz po wszystkim ................ Pozdrowienia

    • Tak malo personelu !!!! ?. Ja widzialam trzy siostry na pooperacyjnej intensywnej ktore siedzialy w innym pokoju i popijaly kawe( domagalam sie po przejechaniu 1200 km zeby mnie zaprowadzily do mojej Mamy - to zadna nie miala ochoty sie podniesc z DUPY !,tlumaczac ze nie ma odwiedzin !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!.Na INTENSIW-Ludzie gdzie my zyjemy -daloko nam do Europy !!!! ). jedna byla w pokoju gdzie lezalo 6 Pacjentow po operacjiINTENSIW Ale jak troche pokrzyczalam to wreszcie jedna sie podniosla i zaprowadzila mnie do pokoju gdzie lezala moja umierajaca MAMA. To co widzialam i przezylam w tym Szpitalu w ciagu czterech dni ,lacznie z aktem zgonu na ktory musialam czekac dwa dni ( bo oddzial nie powiadomil urzedniczek ktore to wypisuja ), a ja po uslyszeniu ze taka osoba nie zmarla -zylam nadzieja ze jednak moja MAMA zyje !!!!!!!!!!!! . Nie do opisania !.

    • Proszę Cię! pierdoły piszesz. Ja czekałam wczoraj 8h na samego laryngologa, wcześniej 3 h przerzucali mnie z jednego miejsca na drugie, czyli w sumie 11h ,wyszłam z ostrego dyżuru o 3 w nocy. Przed gabinetem siedziała starsza pani na wózku, okropnie się zaczęła dusić, zaczęła się trząść i pokazywać gestami że potrzebuje pomocy, nie mogła oddychać. Muszę przyznać że ten widok zapamiętam do końca życia, wszyscy myśleli że zaraz po prostu umrze. Pielęgniarki stały nad nią i przez około 4 min nie zareagowały, kompletna znieczulica!! po 6 min zabrali w końcu wycieńczoną staruszkę do gabinetu. Takie przypadki widziałam i mogłabym opisywać i opisywać!!!

    • grazyna ,warszawa Bardzo przepraszam - o jakich pierdolach myslisz !?. Ze Staruszce wreszcie pomogli po 6 minutach duszenia sie ?- czy ze ty siedzialasa 8 godzin Cie przerzucali ??!!!: Jednrgo czego ci zycze -to aby cie wiecej nie przerzucali i abys nigdy nie bedac staruszka potrzebowala pomocy w szpitalu bielanskim !. Wszystkiego dobrego grazyna , warszawa

  • Kilka dni temu trafiłam z dzieckiem do Nocnej Pomocy w szpitalu bielańskim. Lekarz po zbadaniu doszedl do wniosku, że stan dziecka wymaga bardzo pilnej konsultacji na Izbie Przyjęć szpitala. Na Izbę przyjęć trafiliśmy ok. godz. 20.00, w gabinecie lekarskim było jedno dziecko, na korytarzu przed nami czekało 3 dzieci. Po godzinie czekania, ok. 21.00 gabinet opuściło dziecko, które przebywało tam gdy przyszliśmy o g. 20. Wtedy jedyna lekarka zostawiła dzieci z Izby Przyjeć i jak oznajmiła, poszła do pacjenta na oddział. W tym czasie nie było na Izbie Przyjęć żadnego innego lekarza. Lekarka wróciła z Oddziału po kolejnej godzinie, było już ok. 22.00. Poprosiła do gabinetu pierwsze z kolejki dziecko, którego wizyta trwala kolejna godzinę. W między czasie na Izbę Przyjęć przyszli kolejni rodzice z dzieckiem. Ok. godz. 23.00, po trzech godzinach czekania zostało przyjęte tylko jedno czekające w kolejce dziecko, przed nami było jeszcze dwoje. Stan nowoprzybyłego wymagał prawdopodobnie jednak pierwszej pomocy i lekarka poprosiła je do gabinetu poza kolejką, badała je przez kolejna godzinę. Gdy była już godzina 00.30, po ponad 4 godzinach czekania przed nami nadal było 2 dzieci, gdy przyszlismy o 20.00 przed nami było 3. Moje dziecko w tym czasie prawdopodobnie zaraziło się od innych dzieci zapaleniem oskrzeli, bo taka choroba została zdiagnozowana u niego po trzech dniach od wizyty na Izbie przyjęć. Wcześniejsze objawy w ogole nie mialy żadnego zwiazku z ta choroba. W Szpitalu Bielańskim na Dzieciecej Izbie Przyjeć obsługują lekarze bardzo młodzi i podejrzewam, że własnie mlodosc i brak doswiadczenia czyni, że kazde dziecko potrzebuje aż nie mniej niz godziny aby udzielic mu pomocy oczekiwanej na Izbie przyjeć. Po 4 godzinach czekania moje dziecko było w znacznie gorszym stanie niż gdy przyszlismy, wyglądało na to, że mamy przed sobą jeszcze kolejne cztery godziny. Wtedy zrezygnowałam i na własne żądanie opuściłam Izbe Przyjęć. Pani obsługująca rejestracje powtorzyla mi kilka razy, że robię to na wlasną odpowiedzialnośc, bo jak sie dziecku coś stanie to będzie odnotowane, że opuściłam Izbę Przyjęć. Ciekawa jestem kto ponosi odpowiedzialność za to, że w ciągu 4 godzin na Izbie Przyjęć Szpitala Bielańskiego przyjmowanych jest 2 dzieci, a reszta, na tyle chorych, że znalazła się w takim miejscu, godzinami czeka. Agnieszka, Warszawa

    • *
    • * *
    • * * *
    • * * * *
    • * * * * *
    • * * * * * *
    Chirurgia dziecięca

    Koszmar rozpoczął się pobraniem krwi u syna skierowanego na zabieg stulejki. "pielęgniarka"pobrała krew tak, że dziecko dobrą chwilę krwawiło. Następna" pielęgniarka"która powinna pracować w więzieniu,bo na pewno nie przy dzieciach (czarne włosy wyraz twarzy jędzy)nic nie tłumacząc dziecku nie będąc miłym i ciepłym na siłę wcisnęła mu lek na uspokojenie.Po chwili- moim zdaniem lek nie zaczął działać zabrali go na wenflon...krzyczał strasznie bo dwa razy się wbijały bo pierwsze miejsce podobno złe było...a na tekst męża ile razy jeszcze będą się wbijać powiedziały jak pan nie daje rady może pan wyjść. Po zabiegu kolejna "fachowa pielęgniarka"zmieniła kroplówkę tak że znów leciała krew. Na salę po zabiegu w całkowitym znieczuleniu nie przyszedł lekarz poinformować o przebiegu zabiegu ani zobaczyć dziecko aż do wypisu, nie było pielęgniarek aby zmierzyć temperaturę i ciśnienie. sala 5 osobowa a 2 dzieci!Panie jadły pączki plotkowały i odwiedzali ich znajomi... Na koniec poskarżyłam się pani doktor, która powiedziała, że wie ,że pielęgniarki mało robią...że są skargi od rodziców, ale ona nie jest ordynatorem, żeby z nimi rozmawiać więc poprosiłam o rozmowę z nim niestety przebywa na urlopie...

Mapa

Zobacz jak dojechać

Forum