.
220 tysięcy placówek medycznych w Polsce

IPiN

Instytut Psychiatrii i Neurologii

ul. Sobieskiego 9
02-957 Warszawa
    • *
    • * *
    • * * *
    • * * * *
    • * * * * *
    • * * * * * *
    Koszmar gorszy niż w horrorze

    Trafiłam do IPiN na obserwację psychiatryczną na oddział F2 bez własnej zgody. Musiałam spędzić tam 6 dni i 5 nocy, te dni a tym bardziej noce to były najgorsze w moim całym 23letnim życiu. Co uderza najbardziej? Kłamstwa personelu na każdym kroku. Najpierw, że na sali są gniazdka, a to totalna nieprawda. Żeby ładować telefon trzeba było siedzieć na jadalni (na której zero spokoju, bo ciągle ktoś zaczepia) a po 22 siedzieć na ziemi na korytarzu i ładować. Kolejne kłamstwo odnosiło się do tego, że każdy ma swoją szafkę i rzeczy są bezpieczne, otóż nie są... Do każdej szafki jest ten sam uniwersalny klucz. Największe kłamstwa i najważniejsze padały natomiast odnośnie wyjścia ze szpitala. Lekarka na izbie (wyjątkowo niemiła i budząca agresję) powiedziała w piątek, że biegły sądowy przyjdzie w poniedziałek i że można się wypisać wczesniej i wtedy biegły przyjeżdża do miejsca zamieszkania. Wieczorem już na oddziale inna lekarka powiedziała, że nie może wypisać i lepiej bym została, powiedziała że w poniedziałek będzie dopiero lekarz prowadzący, ale lekarz dyzurujacy w sobotę czy niedzielę może wypisać. To wszystko okazało się nieprawdą. W poniedziałek przyszedł lekarz prowadzący (jedna z nielicznych porządnych i godnych zaufania na całym oddziale, ale o nim później) i powiedzial, że nie wie kto mi tak naklamal i biegły będzie dopiero w środę oraz ze to bzdura, że lekarz prowadzący może wypisać, a także ze biegły może poza szpitalem przyjść i powiedzial, że będę musiała zostać do środy, bo wtedy przychodzi biegły. Poza tym jednym jedynym lekarzem, którego obecność pomogła mi przetrwać jakos te dni, cała reszta włącznie z lekarzami chyba myśli, że każdy pacjent ma omamy i problemy z odroznianiem rzeczywistości od fikcji i ze można wcisnąć cokolwiek. Dużo pacjentów nie miało za bardzo świadomości a na pewno nie pelnej, ja miałam wpisane "wszechstronnie zorientowana". Trafiłam na oddział za wzięcie na serio szantażu na pewnych osobach deklaracjami samobójstwa. Widząc to wszystko chcialam uciec jak najszybciej, bo siedzenie tam a nie wyjście na wolność mogło doprowadzić do próby samobójczej i to takiej raz a dobrze, by nie być tam chwilę dłużej. Koszmarna jedna, śmierdząca, ciągle zalana łazienka i niezamykana. Wychodziłam do niej tylko jak przyjaciel i mama byli u mnie, żeby jedno pilnowalo niezamykanej łazienki, a drugie rzeczy w sali z uwagi na złodziei (o tym za chwilę). Każde wyjście do łazienki to mega stres i obrzydzenie, naciąganie na wymioty. Przez 5 nocy nie kąpałam się tam ani razu, zbyt przerażające warunki. Przez pobyt tam pogorszyła mi się cera i czułam się okropna i zaniedbana. Pobyt tam może wpływać na psychikę jeszcze gorzej niż będąc w domu. Jedzenie okropne, mega nieestwtyczne. Poziom gorszy od baru mlecznego. Pielęgniarki bądź salowe wolalaja i każą iść na posiłki. Nie rozumieją grzecznego "Nie dziękuję", wypytują, a isc na posiłek wiazaloby się z zostawieniem rzeczy niepilnowanych oraz zapewne odruchem wymiotnym. Nie docierał argument, że goście przechodzący codziennie przynoszą mi jedzenie, dopiero trzeba było odpowiadać niegrzecznie, że takie jedzenie to gorzej niż psie, wtedy docerialo. Poza tym na sali zimno, a przy tym duszno, zero swiezego powietrza. Salowi niektórzy jeszcze w porządku, poza jednym który narzekał, gdy musiał otworzyć szafkę, a przecież na tym polega jego praca! Pielęgniarki do cna pozbawione empatii i szacunku, wypalone zawodowo, bez jakichkolwiek uczuć. Wątpliwe są także kompetencje. Pielęgniarka, która chciała mi pobrać krew na informacje z mojej strony, że mam hemofobię, wysmiala. Co nie powinno mieć miejsca w takiej placówce. Poza tym gdy ja jej powiedziałam, że są maści i plastry znieczulajace to powiedziała, że nie ma na rynku czegoś takiego i skad ja sobie to wymyśliłam. Jakoś lekarz wiedział o tym, że są. Nawet ja osoba niepowiazana ze światem medycznym, nie raz używałam specyfiku Emla. Lezalam na sali z 92letnia pacjentka. Większość pielęgniarek zupełnie nie miała empatii, już jeden salowy mial dużo większą empatie, chec pomocy, uśmiech i życzliwość wyrażająca się choćby w krótkiej rozmowie I zazartowaniu. Pielęgniarki przerzucaly babcią niczym workiem ziemniaków, nie chciały pomóc w karmieniu, nie odpowiadały na pytania. Raz gdy babcia się wywrocila, to pielęgniarka poszła po salowego, bo sama nic nie zrobi. Zanim ktoś przyszedł minęło dobrych kilkanaście minut a babcia siedziała na zimnej ziemi... Personel totalnie nie reagujący, poza jednym salowym, który jak był w nocy to przespalam kilka godzin, bo pilnował moich drzwi. Resztę nocy nie zmruzylam oka ani na chwilę. Niby mają monitoring a zero reakcji, inni pacjenci wchodzą jak do siebie, zadzepiaja, zebrzą, a gdy się im odmowi to chcą sięgać jak po swoje. Mówienie jak do ściany. Takie osoby powinny być pilnowane. Nie rozumieją słowa "moje". Ma się pełno picia i jedzenia to przychodzą zebrać, na słowa kup sobie reaguje agresja i późniejszymi próbami kradzieży. Personel na zgłaszane próby kradzieży nie reaguje totalnie poza jednym salowym... Byłam naocznym świadkiem jak jedna z pacjentek sasiadce z sali kradla, odwróciła szafkę i grzebala. Ze strachu, że może ograbic mnie, a mam dużo jedzenia i picia, kosmetyki, ubrania i drogi smartfon, wyszłam na korytarz krzyczac złodziej. Pacjentka z innej sali kradła sasiadce okulary, kłamiąc, że to jej... Ledwo pielęgniarka je jej wyszarpala. Gdyby nie ja byłoby po okularach. Nie usłyszałam nawet słowa "dziękuję", cóż życie... Jeszcze inny pacjent kradł telefony a nawet kosmetyki. Salowi o tym ostrzegali, zamiast pilnować i coś zrobić czy przenieść typa gdzie indziej to pacjent ma nie spać w nocy i pilnować siebie i rzeczy. Pacjent ten był zboczony. Jako że byłam zdecydowanie najładniejsza i zadbana od razu zwrócił na mnie uwagę. Przychodził i próbował macac, mówił sprosne teksty, rozbieral się przy mnie. Personel totalnie nie reagował. Gdy się krzyczało w obronie to personel jeszcze przyszedł okrzyczec nie mnie, a jego. W dzień jeszcze dało się wytrzymac, bo przyjaciel cały dzień siedział u mnie, ale w nocy strach. Każde otworzenie drzwi wysokie tętno i butelka bądź gazeta w rece. Gdy prosiłam salowego by przyjaciel mogl zostac na noc zebym mogla spac, wysmial mnie. Gdy mu powiedziałam o obawach to powiedzial, że najwyżej walne gazeta, bo co to niby można gazetą zrobić... Gdy był u mnie przyjaciel pielęgniarka powiedziala że on powinien coś zrobić z nachodzacym pacjentem z innej sali, ja powiedziałam "Mówiłam chłopakowi żeby dał mu w mordę", na co ona odpowiedziała: "Dokładnie". Pewnie najlepiej nie reagowac i by pacjent bądź rodzina pacjenta miala problemy jak coś a nie ona... Nawet przy lekarzu jeden pacjent totalnie zaburzony nie mający wgladu w siebie i porównania do mnie, napastliwie zapraszał mnie na kawę. Dobrze, że był przy mnie lekarz, to chociaż czułam się bezpiecznie i bez strachu. Szpital funkcjonuje totalnie beznadziejnie. Na to ze przychodzą obmacywac czy kraść szpital ma tylko jedno rozwiązanie - lorafen. Wprost cudownie podać lek jak ktoś jest w stanie normalnie spać, tylko nie ma warunków. Zaśnie, pospi bo lek, ale jak okradna czy zgwalca to szpital nie odpowiada... Jedyną mocną stroną oddziału F2 jest młody pan doktor Lucjan, który jest kompetentny, nie ma wypalenia zawodowego, jest mily, życzliwy, nie żartuje z pacjentów, można mu ufać i czuć się bezpiecznym oraz az chce się z nim rozmawiać a nie tylko szybko odpowiedzieć na pytania i mieć z głowy. Nie ocenia, nie czuje się przy nim stygmatu. Jako jedyny chyba rozumie, że są różni pacjenci i nie każdy ma zanurzone zorientowanie. Ale mimo że lekarz naprawdę cudowny, najlepszy jakiego w życiu spotkałam to za mało, bo warunków tam nie da się wytrzymać. W ogole nie ma segregacji. Jak osoby z zaburzeniami osobowości, depresja czy próba samobójczą maja dojść do siebie i czuć się bezpiecznie będąc otoczonym złodziejami i ludz i zyjacymi w innym świecie (jedna pacjentka kilka razy mnie pytała czy nie jestem podstawiona i czy nie naslal mnie na nią jej były chłopak Brazylijczyk...) w tym wielu agresywnych i groźnych. Ale sam lekarz bardzo na plus. Życzę mu cudownej kariery i bycia ordynatorem, ale może niekoniecznie w tym szpitalu i żeby nigdy nie był jak te pielegniarki, żeby zawsze był taki miły, godny zaufania i pełen wiary w ideały. A poza tym ciągle mam koszmary, że jestem na tym oddziale, że próbują coś krasc, że jestem tam i nie mogę wyjść.

    • *
    • * *
    • * * *
    • * * * *
    • * * * * *
    • * * * * * *
    II Neurologia

    Jeśli już trzeba wylądować na oddziale neurologicznym - to tylko tam. Bywało różnie w różnych szpitalach, ale tam jest bez stresowo. Bardzo miłe pielęgniarki - nie robią ci tzw łaski, że muszą koło ciebie chodzić, właściwie cała obsługa jest w porządku (fajni i uczynni sanitariusze) i uśmiechnięta. Od lekarzy możesz się dowiedzieć (nareszcie) co ci jest i co będą przy tobie robić, co podejrzewają a co eliminują. Nie boją się rozmawiać z pacjentami. Niektórzy lekarze bardzo młodzi, ale mają wsparcie w starszych kolegach bez problemu. Polecam dr. Tomasza Litwina. Postawił diagnozę po 20 min. mając oczywiście badania, ale męczyli się z moją chorobą neurolodzy już 2 lata. O innych lekarzach nie piszę bo nie miałem z nimi styczności. Jak macie problem neurologiczny - polecam ten oddział.

    • *
    • * *
    • * * *
    • * * * *
    • * * * * *
    • * * * * * *
    Opinia

    Jeśli tylko będziecie mieli jakiś wybór to tą placówkę omijajcie szerokim łukiem. Leczyła się tam moja córka i po "zakończonym" leczeniu zauważyłem że jej stan bardzo się pogorszył. Mało tego, po szczerym przedstawieniu sytuacji rodzinnej i przyznaniu się do dania córce trzech klapsów w okresie 13 lat podano mnie do sądu o przemoc w rodzinie a córkę uświadomili jakie ma prawa i jak walczyć z rodzicami. Dowiedzieliśmy się że dziecko w wieku lat 13 musi mieć swoją prywatność (rodzic nie może kontrolować dziecka mimo że za niego odpowiada), komórkę i nieograniczony dostęp do internetu. Dzięki że córka opuściła tą placówkę bo dłuższy jej pobyt mógłby jej i mojej rodzinie tylko zaszkodzić. Radzę zastanówcie się nad pobytem waszego dziecka w tym szpitalu.

    • *
    • * *
    • * * *
    • * * * *
    • * * * * *
    • * * * * * *
    Podejście do pacjenta

    Wykonują szeroki zakres badań, jednak zupełnie brakuje im organizacji pracy. Badania nie są jakoś dokładnie zaplanowane w czasie i zazwyczaj dowiadywałam się o nich 5 min przed. Ciężko jest też doprosić się o wizytę lekarza, który albo przychodzi do pacjenta, albo nie. Ja chyba miałam szczęście, bo trafiłam na dość zaangażowanych lekarzy, którzy diagnozowali mnie pod każdym kątem - może dlatego że mam dopiero 19 lat i całe życie przed sobą. W ciągu tygodniowego pobytu w tym szpitalu, obchód był tylko raz i w dodatku w zupełnym chaosie. O swoje trzeba tam po prostu walczyć i upominać się, a jak się wierci lekarzowi dziurę w brzuchu to w końcu dla świętego spokoju ulegnie. Najgorsze w tym wszystkim są jednak pielęgniarki - niemiłe, wypalone zawodowo, lekceważące. Nie zakładały rękawiczek przy kontaktach z pacjentem, robiły wszystko "na odwal" i z wielką łaską. Lepiej patrzeć im na ręce i upewniać się jakie leki podają. Oczywiście nie wszystkie, ale większość. Finał mojego pobytu uwieńczył wypis którego nie mogłam się doprosić przez 6 godzin. W tym czasie oczywiście szanowna pani pielęgniarka wygoniła mnie z łóżka i kazała czekać z bagażami na korytarzu, chociaż wcale nie byłam jeszcze w pełni sił. Generalnie radzę patrzeć im wszystkim na ręce, a jeśli chodzi o przyjęcie na oddział to polecam izbę przyjęć w godzinach nocnych - wtedy nie ma kolejek i żadnej nerwówki.

Mapa

Zobacz jak dojechać

Forum