.
220 tysięcy placówek medycznych w Polsce

Centrum Onkologii im. prof.Franciszka Łukaszczyka

ul. dr Izabeli Romanowskiej 2
85-796 Bydgoszcz
    • *
    • * *
    • * * *
    • * * * *
    • * * * * *
    • * * * * * *
    Rejestracja do onkologa

    Mieszkam 100 km od Bydgoszczy .Chciałam odebrać wynik badania i zarejestrować się telefonicznie do onkologa . Dowiedziałam się , że muszę przyjechać osobiście między 7 30 a 9 00 . Przyjechałam i odstalam 40 minut w rejestracji żeby dowiedzieć się że mam ostatni nr Nie rozumiem czy telefonicznie nie można się rejestrować ,nie musiałabym przyj ezdzac tak wcześnie i siedzieć w tłumie ludzi .

    • *
    • * *
    • * * *
    • * * * *
    • * * * * *
    • * * * * * *
    Człowiek jak przedmiot.

    Szukając dla mamy najlepszej kliniki onkologicznej w Polsce, trafiłam na centrum onkologii w Bydgoszczy. Rokowania nie były dobre, więc nie liczyłam na cud. Jednak od "najlepszej" kliniki w Polsce spodziewałyśmy się znacznie więcej.... Nie od dziś wiadomo na czym świat stoi, każdy z bystrych czytających z pewnością zrozumie o co mi chodzi. Pierwsze co rzucało się w oczy to fakt, że niektórzy pacjenci nie czekali w kolejkach jak pozostali. Bardzo łatwo można było zauważyć, że w klinice panuje przepełnienie, a lekarzy jest zbyt mało. Pomimo sprzętu najlepszej jakości, monitorów na korytarzach, panuje tam chaos. Będąc na wizycie ( a byłyśmy u kilku lekarzy w tej klinice), można było odczuć brak empatii, brak zaangażowania (bo przecież choroba była tak zaawansowana, że są ważniejsi pacjenci). Czy dobry lekarz nie powinien chociażby udawać przez 15 minut wizyty, że mu zależy? Czy nie tego oczekujemy od najlepszej kliniki w Polsce? Nie chodzi mi o robienie nadziei pacjentowi, który umrze. Chodzi o właściwą pomoc, udzieloną na czas. Ci, którzy mają przerzuty zaawansowane czekają tak samo np. na rezonans magnetyczny jak, ci dla których tydzień w jedną stronę czy w drugą nie ma większego znaczenia. Czy pacjenci, którym zostało kilka miesięcy życia, lub może rok są według was gorsi? Czy nie powinni zostać objęci inną opieką od pozostałych (nie mam na myśli oddziału paliatywnego, który w moim przekonaniu jest największą karą dla chorego, posiadającego rodzinę,, dzieci,)..? Dlaczego lekarze, skoro nie potrafią wyleczyć, to chociażby psychicznie nie przygotują młodej osoby i jej rodziny do tego, że umrze? W końcu jesteśmy czymś więcej od zwierząt, więc dlaczego pacjenci w ciężkich stanach muszą czekać na korytarzu "najlepszej" kliniki po kilka godzin na pobranie krwi i 5 minutową wizytę u lekarza ? Najlepszym przykładem była moja mama, która najpierw w bólach i jękach czekała 4 godziny na korytarzu, gdy doczekała się wizyty postanowiłam podać jej środki przeciwbólowe, po których jej zachowanie znacznie odbiegało od przyjętej normy... Pomimo tego spędziłyśmy na korytarzu kolejne 3h oczekując na chemię w pełnej obserwacji wszystkich pacjentów. Następnie na korytarzu podłączono mamie chemię, ponieważ w pokojach do tego przeznaczonych nie było już wolnych łóżek i miejsca na dostawionych krzesłach. Kolejnym absurdem jest fakt, że pacjenci nie mają głównego lekarza prowadzącego, a żaden z prowadzących lekarzy nie znał dokładnie przypadku choroby. Tzn po zabiegu chirurgicznym, trafiając na np lekarza od chemioterapii, trzeba było opowiedzieć na wizycie co działo się wcześniej... To trochę wyglądało jakby lekarz przygotowywał dalszy plan leczenia po prostu "z biegu" na miejscu, w ciągu kilku minut po uprzednim szybkim przejrzeniu dokumentów. Dla porównania miałam okazję być również w niemieckim szpitalu, gdzie lekarz gdy usłyszał, że nasi pacjenci mają po kilku lekarzy od chemii, od radioterapii itd, to nie mógł w to uwierzyć, ponieważ w innych krajach pacjenci onkologiczni są prowadzeni przez głównego lekarza, do którego dołączają się specjaliści od chemii itd... Oczywiście krytyka w tym miejscu odnosi się do wszystkich szpitali w Polsce, nie tylko do opisywanego przeze mnie centrum w Bydgoszczy. Kolejnym, można by rzec hitem w w/w klinice było potraktowanie mnie przez dr Olgę, która w tamtym czasie prowadziła chemioterapię mojej mamy. W trakcie urlopu w Niemczech moja mama trafiła do szpitala. Próbując sprowadzić ją jak najszybciej do szpitala w Bydgoszczy ( po tym jak niemieccy lekarze odkryli przerzuty w mózgu- robiąc po prostu rezonans, co dla polskich lekarzy było na nfz możliwe, że zbyt kosztownym i długotrwałym procesem, bo nie wiem jak to tłumaczyć, wiedząc że ten rodzaj choroby w pierwszej kolejności prowadzi do przerzutów, które faktycznie powstały bez uprzedniego sprawdzenia), napotkałam na wielką nieuprzejmość ze strony Pani doktor, która umówiła się na rozmowę z niemieckim lekarzem, po tym jak wielokrotnie dzwoniłam i prosiłam o rozmowę z zajętą Panią doktor. Gdy w końcu udało mi się dodzwonić, Pani doktor przekazała mi, że ona nie ma czasu na takie rozmowy i skoro jestem na korytarzu i idę do gabinetu doktora to mam się pospieszyć. Po czym oczywiście zaczęłam biec jak najszybciej, w odpowiedzi usłyszałam "ale proszę się pospieszyć bo ja nie będę czekać i zaraz się rozłączę", następie Pani doktor przekazała, że to wcale nie jest tak, że jeśli moja mama jest ich pacjentką to musi trafić do nich do szpitala na dalsze badania czy oddział (dodam, że w tamtym momencie mama wymagała pełnej opieki, a ja zostałam bez pomocy lekarza. Z krótkiej rozmowy wywnioskowałam, że zwyczajnie lekarz, który opiekuje się mamą w Polsce, ma ją w dupie... Tylko takie kolokwialne określenie w tym miejscu pasuje idealnie...Ale nie piszę tej opinii tylko po to, żeby sobie pomarudzić. Zwyczajnie chciałabym ostrzec tych, którzy leczą się w Bydgoszczy, że wcale nie jest tam tak świetnie jak mogłoby się wydawać. Nie piszę tego po złości, bo moja mama umarła. Piszę, ponieważ jest wiele innych dobrych klinik, mniej znanych w których otrzymacie pomoc szybciej i bez proszenia się, a jeżeli chcecie Państwo poświęcić pieniądze na swoje prywatne leczenie, to sugerowałabym wybór innego kraju, ponieważ w Polsce za zapłatę możecie otrzymać co najwyżej łóżko na sali lub zazwyczaj nieszczery uśmiech :)

    • Mam takie samo zdanie.

    • Zgadzam się z opinia, człowiek jest przedmiotem, traktowany jest w sposób instrumentalny i przedmiotowy. Lekarze z przerostem "EGO", a takich jest bardzo, bardzo wielu traktują człowieka jak idiotę. Niczego się nie można dowiedzieć o chorobie, rokowaniach, nie wspomnę choć by o jakim słowie otuchy. P.doktor Elżbieta ( mniejsze o nazwisko) o tym, że mam nowotwór złośliwy powiedziała mi to tak ja bym miała pryszcza na nosie. Nie którzy pracownicy sprawiają wrażenie jak by łaskę robili , że wykonują swoją pracę n.p Pani z EKG. 05. 03. 2020 rejestrowałam się do lekarza w poliklinice, rejestracja od 07.00 Panie pojawiły się kilka minut po siódmej, po zalogowaniu się do system tak naprawdę rozpoczęły rejestrację 7.10-7.15. Czy to są tak zwane wysokie standardy , o których tyle słyszy????

    • Zgadzam sie w 100 procentach

    • *
    • * *
    • * * *
    • * * * *
    • * * * * *
    • * * * * * *
    opinia o decyzji p. Dyrektora.

    Bardzo dobrze ,że udało się Panu kupić ten drugi PET. To bardzo potrzebny sprzęt w Waszej walce z nowotworem. Panowie z PIS_-u widocznie nie mają wyobrażni{oni też mogą zachorować} albo chcą żeby ludzie z nowotworem szybciej umierali. Brawo ,Panie Dyrektorze.To dzięki nowemu PET-owi szybko wykryto u mnie przerzuty i udało się mnie uratować. Dziękuję. K.Nowicka.

Mapa

Zobacz jak dojechać

Forum